W starym młynie

sesja ślubna

Uwielbiam plenerowe sesje ślubne – zwłaszcza, jeśli ten plener jest też zapisem podróży. Ostatnio jednak tak zapatrzyłam się na zdjęcia z zagranicznymi tłami, że nieco zapomniałam o uroku plenerów zakrojonych na mniejszą skalę. Na szczęście Ela (Kocięda na ślubach) w porę przysłała mi sole trzeźwiące w postaci urokliwej sesji w Starym Młynie w Chojnacie.

Sesja chwyciła mnie za serce, bo nie da się ukryć – jestem światełkowym maniakiem, uważam że nic w tak prosty sposób nie tworzy tak przytulnej atmosfery jak malutkie lampeczki (najlepiej dużo malutkich lampeczek!). Od razu robi się romantycznie, magicznie… Na widok takich zdjęć mój nastrój plasuje się gdzieś pomiędzy leniwym wieczorem na kanapie a świętami!

Zachęcam Was do poszukania takich pięknych miejsc w swojej okolicy. Przy okazji to dobry powód do wycieczek za miasto, a te mają zbawienne właściwości relaksacyjne, zwłaszcza przed ślubem. Może okaże się, że jest jakaś cudna stodoła, urokliwy zameczek, który niewielkim nakładem środków i pracy można przyozdobić światełkami (wstążkami, kwiatami) i stworzyć tam magię. A później uwiecznić ją na zdjęciach i wzdychać do albumu przez dziesiątki lat 🙂

RÓŻOWY ŚLUB

Są połączenia kolorystyczne, które kojarzą się zbyt cukierkowo, by brać je pod uwagę przy wyborze kolorów na ślub. I zupełnie niepotrzebnie. Ja obawiałam się zawsze połączenia różu i błękitu. Wydawało mi się, że pudrowość tego przedsięwzięcia jest zbyt słodka i moja wyobraźnia – choć dość bujna – zawsze poddawała w wątpliwość umiejętne wybrnięcie z tego barwnego miksu. Wszak szata graficzna mojego bloga oscyluje przy tej palecie barw i… to już wystarczająco dużo słodkości 😉 a jednak da się. Zdjęcia ze ślubu Doroty i Patryka mogłabym oglądać godzinami, a fotografia błękitnego ogórka wylądowała na moim pulpicie! Zapraszam Was na reportaż autorstwa Marcina z Whitedressphoto 🙂

Na co zwrócić uwagę, oglądając ten reportaż? Czym się zainspirować?

– wyjątkowy samochód może zrobić całą „robotę”! Nie da się ukryć, że błękitny Volkswagen był gwoździem programu 🙂
– suknię ślubną Dorota uszyła sobie sama! Można? Można 🙂
– wstążki, które pojawiły się na aucie i w kościele (brakuje ich tylko na sali weselnej i byłoby idealnie)
– połączenie błękitu i różu, które jest nienachalne i zupełnie niedziecinne
– jednakowe dodatki drużbów – mała rzecz, a cieszy (mnie szczególnie, bo to muszki:))